Słowo zapadło mi w pamięć.
Niesprawiedliwość.
Nie „sytuacja”.
Nie „trudne czasy”.
Nie „zrozumienie”.
Niesprawiedliwość.
Babcia wyjęła telefon z kieszeni.
— Zadzwoń do niej — powiedziała mamie. — Już.
— Mamo, nie rób zamieszania…
— To nie jest zamieszanie. To rozkaz.
Mama drżącymi rękami wybrała numer.
Po kilku sekundach z głośnika dobiegł głos Bianki.
— O co chodzi?
Babcia podeszła.
— Jutro rano oddasz samochód. Z pełnym bakiem. I przyjedziesz przeprosić.
— Tutaj? — wybuchnęła. — Naprawdę? Za samochód?
— Nie za samochód. Za brak szacunku.