Nie zostawię ci tej dziewczyny. Nie potrzebujesz jej i twoje kobiety też jej nie potrzebują

— Po co ci szkoła? Dziewczyna powinna znać się na pracy, a nie na książkach!

Ojciec milczał. Siedział przy stole, wpatrując się w talerz.

Pewnego wieczoru Elena usłyszała szepty w kuchni.

— Po co ją tu trzymać? — mówiła Nadia. — Ona nas dezorientuje. Wyślemy ją do miasta, do szkoły z internatem. Albo do krewnego. Z twojej pensji i tego, co zarabiamy w domu, nie damy rady utrzymać trzech osób.

Serce Eleny zamarło.

Następnego dnia zadzwonił do niej ojciec.

— Zapisałem cię do szkoły w Klużu. Zamieszkasz w akademiku. Będzie ci tam lepiej.

„Lepiej”.

To słowo bolało najbardziej.

Wieczorem przed wyjazdem ciocia Ana przyniosła sernik i zmięty banknot 100-lejowy.

— Zabierz to ze sobą, mamo. Na drogę. I nie zapomnij, kim jesteś.

Elena wyszła ze starą walizką i oczami pełnymi łez.

W akademiku było ciężko.

Dziewczyny śmiały się z jej prostych ubrań. Z jej wiejskiego akcentu. Z jej szorstkich dłoni.