Na kilka godzin przed ślubem wyszłam, aby odebrać mój bukiet dostarczony przez kuriera
Założyłam maseczkę i wyszłam, by spotkać się z kurierem, który miał dostarczyć mój bukiet, zamówiony na ostatnią chwilę, by kwiaty były świeże i idealne.
I wtedy ją zobaczyłam.
Stała w połowie ścieżki, pośród ogrodu: starsza kobieta o skórze spalonej słońcem, potarganych siwych włosach, w pogniecionych, zniszczonych ubraniach. Ale najbardziej uderzały jej oczy — intensywne, głębokie, niemal niepokojące.
— Dziewczyno… — powiedziała spokojnym, lecz stanowczym głosem. — Chodź tutaj.
Zamarłam. Chciałam wrócić do domu, ale coś w jej spojrzeniu nie pozwalało mi się ruszyć. Wbrew logice podeszłam bliżej. Może była głodna… mogłam zaproponować jej herbatę, kanapkę, a potem się pożegnać. W końcu to był dzień mojego ślubu — nie mogłam odprawić starszej kobiety.
— Daj mi rękę — powiedziała, wyciągając dłoń. — Przeczytam twoje przeznaczenie.
— Przepraszam… nie wierzę w takie rzeczy — odpowiedziałam uprzejmie.