Ramona nagle podeszła bliżej, próbując oderwać mój wzrok od telefonu. — „Olivio, nie ma potrzeby… przesadzać” — syknęła przez zęby.
Ściskałam telefon mocno. — „To naprawdę konieczne”.
Monica i Robert stali się mali jak dwoje dzieci przyłapanych na rozbijaniu czegoś. Toma wciąż rozglądał się ze zdziwieniem, nic nie rozumiejąc. Taki właśnie był: dobroduszny, ale zaślepiony przez matkę.
— „Pani Proud” — powiedział głos w telefonie — „kierownik z piętra apartamentów biznesowych natychmiast do pani przyjdzie. Mamy jasne instrukcje, aby zapewnić pani najlepsze warunki. Proszę zachować spokój”.
Rozłączyłam się, a cisza wokół mnie była wręcz komiczna. Ramona często mrugała, jakby próbowała przetworzyć nowe informacje.
— „Olivio… jaki… jaki projekt?” — zapytał mnie szeptem Toma.