Moja siostra zaprosiła całą rodzinę na Sylwestra, a mnie poprosiła tyl

— Igor, kup wszystko z listy i przywieź trzydziestego pierwszego na obiad, a wieczorem nie zostawaj, bo będą moi koledzy z pracy, poważni ludzie, a ty ze swoimi historiami o robocie tylko popsujesz nastrój, bez urazy, wpadniesz pierwszego dojadać sałatki.

Odłożył telefon na szafkę i oparł czoło o zimną ścianę.

Nie obraził się.

Obraza jest wtedy, gdy boli.

A w środku miał coś innego: cichego, wypalonego, jak popiół po ognisku.

Zaraz potem przyszła lista zakupów — długa jak protokół z rozprawy.

Kawior, łosoś, mięso do pieczenia, cztery rodzaje sera, mandarynki, importowane wino musujące, trzy butelki wódki.

Igor spojrzał na kwoty i szybko policzył: wyjdzie więcej niż jego miesięczna pensja elektryka.