Mój mąż wrócił z podróży służbowej dzień wcześniej. Chwilę później kto

Wyłoniła głowę zza barykady z poduszek, oczy szeroko otwarte. „Naprawdę?”

„Tak, naprawdę. Właśnie napisał SMS. Będzie za dziesięć minut.”

Poszłam do kuchni, żeby nastawić czajnik. Daniel od razu chciałby herbaty – Earl Grey, dwie łyżeczki cukru – w momencie, gdy przekroczy próg domu.

Mruczałam pod nosem, a napięcie w ramionach w końcu się rozluźniło. Świat znowu wydawał się właściwy. Obrońca wracał.

Dokładnie dziesięć minut później, w całym domu rozległo się pukanie.

Było ostre, zdecydowane. Puk-puk-puk.

„To tata, mamo!” – zawołał głos spoza ciężkich dębowych drzwi.

Głos brzmiał dokładnie jak Daniel – ten sam baryton, ten sam niecierpliwy rytm, którego używał, gdy ręce miał pełne bagażu.

Serce mi zabiło. Wytrzepałam dłonie w ręcznik i pobiegłam do przedpokoju.

Automatycznie sięgnęłam po mosiężną klamkę, ciało pochylając w ruchu powitania go w domu.

Ale zanim zdążyłam przekręcić zamek, mała, zimna dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku z zaskakującą siłą.