— Cati, co ty tu robisz?
— No cóż… Po prostu nie chciałam przegapić rodzinnego przyjęcia, prawda? Zwłaszcza takiego, za które zapłaciłam.
Kilka osób przy sąsiednich stolikach odwróciło głowy. Wyprostowałam plecy. Paweł i moi teściowie mogli tylko patrzeć.
— Kochanie — zaczął, próbując udawać uśmiech — to pewnie jakaś pomyłka…
— To nie była pomyłka — powiedziałem. Zablokowałem to. Więc nie chcesz już grzebać w moich pieniądzach.
Tamara przygryzła dolną wargę.
— Jak śmiesz?! Przyszłaś się z nas nabijać?!
Odwróciłem się do niej spokojnie.
— Sama wybrałaś, żeby tu być. Ja po prostu postanowiłem nie być już niczyim portfelem.
Paweł czerwienił się coraz bardziej. Marina poruszyła się na krześle.
Kelner, zawstydzony, trzymał banknot między palcami.
— Proszę pana, musi pan zapłacić za drinka.