— Chyba leczenie zaczyna działać.
Spojrzałam na niego i przełknęłam łzy.
Nie wiedział. Nie wiedział, że kobieta obok niego nosi w łonie cudze dziecko, by kupić mu kilka miesięcy życia.
Czas mijał. W kolejnych miesiącach byłam wielokrotnie wzywana do kliniki. Uważnie mnie obserwowano, karmiono, traktowano jak cenny przedmiot. A w mojej duszy rosła dziwna, nieznana wcześniej boleść.
W siódmym miesiącu odebrałam telefon. Tym razem nie była to Larisa, lecz mężczyzna.
— Dzień dobry, pani Munteanu. Nazywam się Andrei Pavel, jestem prawnikiem rodziny Popescu. Musimy porozmawiać o dziecku.
Zgodziłam się na spotkanie.
Gdy się zobaczyliśmy, był elegancki, chłodny, ale nie pozbawiony empatii.
— Rodzina żałuje zaistniałej sytuacji. Pani Popescu wciąż jest w trakcie leczenia, a krewni męża nie chcą wychowywać dziecka. Jeśli pani zechce, istnieje prawna możliwość adopcji — może pani zatrzymać dziecko.
Serce omal mi nie eksplodowało.