— Twoja rodzina wepchnęła mnie do wody, żebym umarła — odpowiedziałam spokojnie.
Następnego dnia do drzwi zapukała moja teściowa. Płakała.
— Daj spokój, mamo, przestań się wygłupiać… to była gra.
— W grę gra się piłką, a nie czyimś życiem — powiedziałam jej.
Rozprawa była krótka, ale dla nich bolesna. Śmiech na pontonie zastąpiło wpatrywanie się w ziemię.
Mój mąż dostał nakaz sądowy.
Rozwiedliśmy się.
Dostaliśmy odszkodowanie.
Ale najważniejsze nie były ani pieniądze, ani wyrok.
Chodził spokój.
Dziś mieszkam sama, w małym, ale ciepłym mieszkaniu. Rano piję kawę w spokoju. Nikt się ze mnie nie naśmiewa. Nikt mnie nie upokarza. Nikt mnie nigdzie nie popycha.