Siedziałam na brzegu przez kilka sekund, skulona, ubrania lepiły się do mnie, woda kapała mi z włosów. Zęby szczękały mi tak głośno, że nawet nie czułam zimna, tylko pustkę w piersi.
Śmiali się.
Nie był to nerwowy śmiech. Nie zawstydzony śmiech. Śmiali się z całego serca. Jak na udanym koncercie.
Wtedy coś we mnie pękło na dobre.
Powoli wstałam. Bolała mnie głowa, ale widziałam wyraźnie. Po raz pierwszy od lat wyraźnie widziałam, kim są ludzie przede mną.