W zeszły piątek pracowałam z domu, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi, jakby dom się palił.
Otwieram, a tam stoi mój brat, Dan, z dwójką swoich dzieci — trzyletnią Lily i Benem, który właśnie skończył dwa lata.

Mają ze sobą małe walizki z bajkowymi motywami, a Dan już idzie z powrotem do samochodu.
Pytam: „Co się dzieje?”
Odwraca się i mówi: „O, dobrze, że jesteś w domu.
Więc tak sobie myślałem — masz trzydzieści dwa lata, zero dzieci i duży dom tylko dla siebie.
Tym dwójce potrzeba stabilizacji, a tobie potrzeba celu w życiu. Odbiorę je, kiedy Lily skończy osiemnaście lat.”
Stoję tam, myśląc, że to musi być jakiś dziwny, rozbudowany żart, ale on mówi dalej, jego głos to fala logiki służącej tylko jemu.