Tata ściskał mikrofon w dłoni, ale jego głos nie drżał.
— Całe życie zbierałem to, co inni wyrzucają. Torby, pudełka, resztki. Ale nigdy nie wstydziłem się swojej pracy. Bo wychowałem córkę na tej pracy.
Spojrzał na mnie. W jego oczach nie było gniewu. Była duma.
— Wychodziłem z domu o czwartej rano, przez lata. Szedłem przez deszcz, śnieg, upał. Zbierałem śmieci z tych okolic, żeby miasto było czyste. A zarobione pieniądze odkładałem, lei po lei.
Nikt się nie ruszył na korytarzu.