Nowy dzień zaczął się zdecydowanie zbyt wcześnie. Zapach przypalonej kawy, zimna posadzka w kuchni i ciężki ucisk w żołądku – uczucie, którego Tomasz Kowalczyk nie znał od lat. To nie był głód. To było poczucie winy.
Anna Lewandowska przyszła jako pierwsza. Miała na sobie cienką kurtkę, a w ręku papierową torbę z obwarzankami. Bez słowa podała jeden Tomaszowi, który dla wszystkich wciąż był Pawłem Nowakiem.
— Zjedz. Dziś będzie długi dzień — szepnęła cicho.
W porze obiadu restauracja pękała w szwach. Spieszący się pracownicy biur, rodziny z dziećmi, zmęczeni turyści. Z kąta sali dobiegał głos Marcina Zielińskiego, ostry i nerwowy, a napięcie wisiało w powietrzu jak gęsty dym.