Pan Valdes i recepcjoniści zostali z otwartymi ustami.
Szejk dyskretnie skinął głową. Strażnicy się wycofali.
Potem zapytał:
— Jak masz na imię?
— Lucia, proszę pana.
— Lucia… piękne imię.
Popatrzył na nią przez chwilę, a potem powiedział łamaną rumuńską:
— Mówiłaś prosto z serca. Tak mówiły kobiety, które mnie wychowały… w wiosce, w której dorastałam, daleko od pustyni.
Lucia nie wiedziała, co powiedzieć. Czuła, że wszystkie oczy są na nią zwrócone. Próbowała odejść, ale ją powstrzymał:
— Nie uciekaj. Przyniosłeś ciepło w chłodny dzień.
Wyjął z kieszeni mały złoty medalion i wręczył jej. Wygrawerowany był na nim prosty kwiatek.