– Mam cię dość od naszej pierwszej nocy poślubnej! Jesteś mi obrzydliw
– Karina, źle wszystko zrozumiałaś. My po prostu…
– Po prostu co? – powoli podeszłam do męża, czując, jak każdy krok odbija się echem w wyciszonej sali.
– Po prostu dyskutowaliśmy o planach dotyczących mojego dziedzictwa, gdy umierałam? Po prostu się całowaliście, gdy walczyłam o życie?
Kątem oka zauważyłam, jak zastępca ojca kiwa głową, szepcząc coś do żony.
Dyrektor działu prawnego szybko coś wpisywał w telefonie.
Niektórzy goście już otwarcie nagrywali wydarzenia kamerą.
– Wiesz – kontynuowałam, odczuwając niesamowitą satysfakcję z tego, co się działo – na początku myślałam, że to tylko zdrada.
Podła, nikczemna, ale… zwyczajna. Potem zaczęłam pamiętać.
Dziwne szczegóły przed wypadkiem. Twoja uporczywa sugestia, żeby jechać właśnie tą drogą.
Twój telefon minutę przed tym, jak zawiodły hamulce…
Widziałam, jak przy tych słowach Irina Władimirowna drgnęła. Jak zacięły się szczęki Antona.
Jak rodzice wymienili między sobą spojrzenia.
– Nie możesz mnie oskarżać! Nie masz dowodów!
– Jeszcze nie – uśmiechnęłam się obojętnie.
– Ale jutro rano wszystkie materiały, w tym to wideo, zostaną przekazane do prokuratury.
Niech śledczy ustalą, czy to był wypadek, czy starannie zaplanowana próba zabójstwa.
– Karina – główna księgowa zrobiła krok do przodu, nerwowo bawiąc się perłowym naszyjnikiem – możemy wszystko omówić spokojnie, bez tego… spektaklu.
– Spektaklu? – roześmiałam się głośno. – Och tak, jesteście ekspertami od spektakli.