– powiedział, zatapiając się w krześle obok mnie – „to właśnie ci powiedzieli. To samo, co mi powiedzieli o tobie dwadzieścia pięć lat temu”.
Mój umysł chwycił te słowa.
Wziął mnie za rękę.
„Robert powiedział, że zginąłeś. Powiedział, że zginąłeś razem z rodzicami w tym wypadku.”
„Moi rodzice?”
„Daniel i Sara”.
Jego głos się załamał.
„Twoi prawdziwi rodzice. Mój syn. Mój piękny chłopiec.”
Pokój wirował.
Daniel i Sarah.
Nie Robert i Sandra.
“Nie rozumiem.”
Trzymał moją dłoń tak delikatnie, że zabolało mnie to bardziej, niż cokolwiek innego.