Klara długo stała nieruchomo, gdy drzwi zamknęły się za nim. Cisza w mieszkaniu była tak gęsta, że słyszała tykanie zegara na ścianie i ciche trzaskanie żeliwnego garnka stygnącego na kuchence. Zapach gulaszu mieszał się z gorzkim smakiem zdrady.
Wstała machinalnie, pozbierała talerze, umyła je bez pośpiechu, z zagubionym umysłem. W jej głowie rozbrzmiał jeden ciąg słów: „Wniosła pozew o rozwód”.
Nie płakała. Łzy zdawały się stwardnieć. Może dlatego, że gdzieś w głębi duszy wiedziała to od dawna. W ostatnich miesiącach wzrok Marcina stał się zimny, obcy. Zamiast uśmiechu – tylko uprzejmość. Jak między dwojgiem nieznajomych mieszkających w tym samym domu.