Gdy obce kroki zabrzmiały w domu, a matka nauczyła się bronić przyszłości swoich dzieci

— Dobrze — powiedziała po chwili. — Pójdziemy do notariusza. Najpierw jednak pozmywam naczynia. I jutro dzieci idą do szkoły.

Tamta prychnęła, ale zamilkła. Anna założyła gumowe rękawiczki. Codzienne czynności miały w sobie coś kojącego — jak modlitwa, w której ręce są zajęte, a myśli powoli się porządkują.

Tej nocy nie płakała. Siedziała w kuchni z gorzką herbatą i słuchała, jak kaloryfery trzaskają w ciszy. Na telefon przychodziły wiadomości od przyjaciółek. Krótkie, ciepłe. Odpowiadała oszczędnie, dziękując. Myślała o tym, jak łatwo rozpadają się marzenia. Ale były dzieci. A kiedy są dzieci, nie ma odwrotu.