Lata mijały, ale pytania pozostały.
Wiktoria dorastała głównie sama. Jej babcia była dla niej wsparciem, matką i ojcem w jednym. Z niewielkiej emerytury, niecałe 1800 zł, jakoś udawało jej się zarobić na jedzenie, utrzymanie i zeszyty. Nie było łatwo, ale panował spokój. Miała swoje miejsce. Gabinet w rogu przy oknie. Łóżko, którego nie trzeba było ścielić każdego ranka.
Mariana rzadko przychodziła. Czasami w święta. Czasami wcale.
Z czasem Wiktoria nauczyła się nie czekać. Nie mieć nadziei na „jutro”.
Skończyła szkołę, poszła na studia w Bukareszcie, pracowała na pół etatu, oszczędzała. Krok po kroku. Bez pomocy. Bez dokumentów. Bez wsparcia.