Przeszliśmy przez dom do okna w salonie, które również było lekko uchylone. Tym razem głosy były doskonale słyszalne.
„Obiecałeś rozwód przed narodzinami dziecka” – powiedziała kobieta łamiącym się głosem. „Mówiłeś, że to koniec między wami”.
Ziemia zapadła mi się pod nogami. Musiałam oprzeć się o ścianę, żeby nie upaść.
„Mów ciszej” – wyszeptał Ethan. „Skoro moja matka nadal cię słyszy…”
„Jestem zła, bo mnie zniszczyłeś” – przerwała mu Margaret. „Powinnaś była to załatwić gdzie indziej”.
Praktycznie. W liczbie mnogiej.
Kobieta szlochała. „Powiedział, że mnie zaakceptujesz”.
„Nigdy tego nie powiedziałam” – odparła Margaret. „Małżeństwo mojego syna musi pozostać nienaruszone, dopóki wszystko się nie ułoży”. „I musisz przestać grozić, że powiesz wszystko jego żonie”.
Moje serce, które do tej pory było w panice, teraz biło powoli i ciężko.