Ciąg dalszy opowieści

„Nie pij ze swojego kieliszka”. Kelner szepnął to pannie młodej na ucho, a potem zniknął. To, co odkryła Nina, zamieniło wesele w scenę z horroru…

Nina stała przed lustrem w łazience i nie poznawała samej siebie. Biała suknia, która miała być spełnieniem marzeń, zdawała się ją dusić. Makijaż był idealny, ale oczy pozostawały puste. Za drzwiami wykrzykiwał wodzirej, goście śmiali się do rozpuku, a jej ojciec, znany w mieście biznesmen, wznosił kolejny toast. Nina jednak nie mogła zmusić się do uśmiechu.

Czuła, że w tym idealnym obrazku coś zgrzyta. Jej świeżo upieczony mąż, Artur, był zbyt idealny. Zbyt usłużny. Zbyt skoncentrowany na dokumentach, które ojciec Niny miał podpisać jeszcze tej nocy – dokumentach o przekazaniu ogromnych udziałów w rodzinnej firmie jako „prezentu ślubnego”.

Ostrzeżenie na korytarzu