Adelina stała przed piecem, jakby cały świat zamilkł. Ogień tańczył pod garnkiem, a jego światło odbijało się w jej spokojnych i skupionych oczach.

Adeline wzięła nóż. Sposób, w jaki go trzymała, sprawił, że wszyscy ucichli. Pomocnik szefa kuchni wyszeptał niemal z szacunkiem: — Coś takiego… widuje się raz na tysiąc żyć.

Dźwięk noża na desce do krojenia był rytmiczny. Nie był to dźwięk strachu. Był to dźwięk doskonałości.

Kiedy przybyli goście, główna sala rozbłysła pod żyrandolami. Sześć nienagannie ubranych osób zajęło miejsca przy centralnym stole. Byli to wysocy rangą inspektorzy gastronomiczni — ludzie decydujący o losie restauracji w całej Europie.

Właściciel uśmiechnął się fałszywie. Pomyślał, że nadchodzi moment, w którym zrobi z niej idiotkę.

Adelina dokończyła danie i powiedziała tylko: — Podawanie.

Kelner zadrżał, podnosząc pierwszy talerz. A ona… spokojnie wytarła ręce i ruszyła w stronę holu.

— Dokąd pan idzie?! — krzyknął właściciel.