Samu wstał powoli, a poranne słońce oświetlało kurz unoszący się nad targiem. Ludzie wciąż się śmiali, ale ich głosy brzmiały jak z innego świata. Samu wyciągnął rękę i ostrożnie chwycił lejce, jakby bał się przestraszyć konia. Zwierzę spojrzało na niego spokojnym, dobrym okiem i westchnęło głęboko, jakby czuło ulgę.
— Chodź, chłopcze… — wyszeptał Samu, nie zdając sobie sprawy, że mówi głośno.
Nikt już nie klaskał. Aukcja trwała dalej, z innymi końmi, innymi cenami, innymi toastami. Dla zamożnych widzów, żart został już wykorzystany. Samu poprowadził konia za stoiskiem, przywiązał go prowizorycznie znalezioną liną i usiadł obok. Gładził jego cienką szyję, czując ciepło i życie pod palcami. Koń stał spokojnie, nie próbując się oddalić.