Uniosłem kopertę tak, jakby ważyła więcej niż papier – jakby trzymała w sobie całe lata milczenia.
Lekki podmuch wiatru poruszył jej krawędź, a ja miałem wrażenie, że to ona domaga się, by wreszcie została otwarta.
— Powiedziano mi, że mam ją zachować zamkniętą… dopóki nie nadejdzie dzień, w którym półprawdy zranią moje dzieci — powiedziałem spokojnie.
Sorina prychnęła nerwowym śmiechem.
— Znowu teatr? Myślisz, że ktoś w to uwierzy?
— To nie przedstawienie — odparłem cicho. — To finał.
Rozdarłem plombę. Suchy trzask papieru przeciął ciszę.
Maria i Luca patrzyli na mnie szeroko otwartymi oczami.
Wyjąłem pierwszy dokument.