…Stałam nieruchomo przy oknie, zapierając mi dech w piersiach.
To już nie było przeczucie. To była czysta prawda.
Mihai nie wybrał się na żaden „nocny bieg”. Czyhał.
Na mnie.
Cofnęłam się o krok, powoli, żeby podłoga nie skrzypiała. Po raz pierwszy od 32 lat nie bałam się go. Bałam się o siebie.
Wzięłam głęboki oddech i zrobiłam coś, czego nigdy wcześniej nie robiłam.
Zamknęłam drzwi na klucz. Potem pociągnęłam za zasuwkę.