Po raz pierwszy nie mieli już nic do powiedzenia.
Ich milczenie było głośniejsze niż krzyki w kuchni w Ploeszti.
Mama spojrzała na swój dowód osobisty, a potem na mnie. Jakby czekała, aż powiem, że to żart. Tata odchrząknął, ale nie wydobył z siebie ani słowa. Bianca zdjęła okulary przeciwsłoneczne i szybko zamrugała, jakby ten obraz nie pasował do historii, którą sobie o mnie opowiadała.
Poczułam gulę w gardle. Nie ze strachu. Z ulgi.
„Mam spotkanie” – powiedziałam po prostu. „Miłego dnia”.