Kamera powoli przesunęła się nad nowym drewnianym płotem, pomalowanym na czysty błękit, taki jak w wioskach Maramureszu.
Potem zatrzymała się na szerokim ganku z czerwonymi pelargoniami w donicach i ławką z odzyskanych belek.
Reporter nie wiedział nawet, co powiedzieć.
Dwa lata temu to miejsce było wysypiskiem śmieci. Teraz wyglądało jak gospodarstwo z opowieści dziadków.
Andriej siedział w milczeniu, z szorstkimi i popękanymi dłońmi, ale wyprostowanymi plecami.