Po latach powrotu Lia spełnia obietnicę dzieciństwa i odnajduje swoje miejsce przy Jakubie

Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, malując pola złotym światłem, a wiatr delikatnie kołysał liśćmi akacji. Jakub stał nieruchomo na drewnianym ganku, patrząc w dal, gdzie horyzont mieszał się z błękitem nieba. Ręce miał popękane od pracy, twarz opaloną od słońca, a w oczach – ciężar samotności. Przez siedemnaście lat nie słyszał już imienia Lii bez tęsknoty, lecz teraz stała przed nim dorosła kobieta, pewna siebie i spokojna.

— Życie nie zawsze układa się tak, jak chcemy — powiedział, głos drżał mu od dawna tłumionych emocji. — Obietnice dzieciństwa to nie realność.

— Właśnie dlatego wróciłam — odparła Lia. — Bo zrozumiałam, co naprawdę jest ważne i czego chcę.