Pierwsze pukanie do drzwi było bardziej teatralne niż natarczywe. Drugie było nerwowe. Przy trzecim drewno ustąpiło.
Czekałem.
Radu wszedł pierwszy, z uniesioną maczugą, przekonany, że widzi przestraszoną staruszkę. Komisarz Munteanu ruszył za nim, z bronią w zasięgu wzroku, ale jego wzrok był bardziej skupiony na zegarku niż na mnie.
„Gdzie jest dziecko?” – krzyknął Radu.
Wstałem powoli.
„Powoli, Radu. Sąsiedzi się boją o tej porze”.
Zaśmiał się i zrobił krok w moją stronę. To był ostatni błąd.