Zanim zostaje stracony, jego CÓRKA SZEPCE mu coś, co wprawia strażników w SZOKS…

Pułkownik Ionescu wszedł do pokoju akurat w chwili, gdy Maria wypowiedziała te słowa.

Nie krzyczała.

Nie płakała.

Nie wyglądała na przestraszoną.

Była spokojna, jakby wiedziała coś, czego nikt inny nie wiedział.

„Jaką prawdę?” – zapytał pułkownik, dając znak strażnikom, żeby przestali.

Maria spojrzała na niego.

„Prawdę o nocy, w którą zginęła moja matka”.

W pokoju zapadła ciężka cisza.

Ion ciężko oddychał.

Próbował wstać, ale kolana mu się trzęsły.

„Mów, dziecko” – powiedział pułkownik ciszej, niż kiedykolwiek pozwoliłby sobie na to w obecności więźnia.