Kiedy się obudziła, w domu panowała upiorna cisza. Piec prawie całkowicie zgasł, a powietrze było zimne i ciężkie. Kobieta powoli wstała, narzuciła szal na ramiona i spojrzała w kąt, gdzie spali mężczyzna z dzieckiem.
Koc był pognieciony, ale miejsce było puste.
„Proszę pana?” zawołała cicho. „Proszę pana?”
Brak odpowiedzi. Wyszła na korytarz, spojrzała na drzwi – były otwarte. Na zewnątrz śnieg miał zaledwie kilka stóp głębokości, a potem ślady stóp zniknęły. Wiatr je zatarł.