Olga odłożyła widelec i przesunęła dłonią po fartuchu, jakby chciała zetrzeć nie tylko resztki jedzenia, ale i niepokój, który trawił jej duszę. Spojrzała Tamarze prosto w oczy i po raz pierwszy od lat nie czuła już strachu.
— Prawa, powiadasz? — Jej głos był spokojny, ale ostry. — Prawa wiążą się również z obowiązkami.
Tamara zamrugała ze zdziwienia, nie rozumiejąc, dokąd zmierza jej synowa.
— Obowiązki? Jakie obowiązki? Jestem matką Viorela, wychowałam tego człowieka, mam tu prawa!
Olga uśmiechnęła się dziwnie. Położyła na stole przygotowane przez adwokata dokumenty i podsunęła je w swoją stronę.