W tym momencie cała restauracja zdawała się ucichnąć. Nie wiem, czy to było prawdziwe, czy tylko w mojej głowie. Ale ta krótka cisza dodała mi odwagi. Powoli podeszłam do stolika, a wszyscy spojrzeli na mnie.
Paweł zamarł. Jakby zobaczył ducha. Ale ja się uśmiechnęłam. Spokojnie, naturalnie. Jak kobieta, która w końcu przestała się bać.
— Paweł, ta karta chyba już nie działa. Może powinieneś zapłacić swoją.
Tamara otworzyła usta, gotowa powiedzieć coś zjadliwego, ale nie miała czasu. Paweł gwałtownie wstał, odsuwając krzesło.