Syn został lekarzem i zostawił swoją niewidomą matkę z niczym…

„W takim razie dopuścił się nielegalnej transakcji. I — sądząc po datach — zrobił to świadomie”. Tydzień później Michał Kowalski po raz pierwszy od wielu lat siedział nie w restauracji, lecz w gabinecie śledczego. Przed nim leżała teczka. Ta sama. „Czy wiedział pan o testamencie?” — zapytał mężczyzna siedzący naprzeciwko.

Michał milczał. „Czy wiedział pan, że pańska matka jest niewidoma?” Cisza. „Czy wiedział pan, że pełnomocnictwo nie dawało prawa sprzedaży?” Michał zacisnął dłonie.

„Ja… myślałem, że wszystko jest uregulowane” — wyszeptał w końcu. „Ciekawe” — odpowiedział chłodno śledczy. — „Bo pieniądze ze sprzedaży przelał pan na własne konto, a nie na konto matki”. Tego samego dnia transakcję unieważniono. Dom wrócił do właścicielki.

A sprawa trafiła do izby lekarskiej. Po miesiącu Michał stracił prawo wykonywania zawodu — tymczasowo, „do wyjaśnienia okoliczności”. Po dwóch — reputację. Po trzech — niemal wszystkich pacjentów. Żona przestała patrzeć mu w oczy.

Teściowa powiedziała kiedyś przy kolacji: „Zawsze myślałam, że z matkami tak się nie postępuje”. Nie odpowiedział. Tymczasem pani Zofia Kowalska wróciła do swojego domu. Nie sama.