„Bo nie traktuje mnie tak, jakbym miał się złamać.”
Tomás poczuł poruszenie w środku. Nie powiedział nic, tylko zmierzył włosy Leo i udał się do swojego biura.
Ale nie mógł przestać o tym myśleć przez cały dzień.
„Bo nie traktuje mnie tak, jakbym miał się złamać.”
Tomás poczuł poruszenie w środku. Nie powiedział nic, tylko zmierzył włosy Leo i udał się do swojego biura.
Ale nie mógł przestać o tym myśleć przez cały dzień.
Tego popołudnia, kiedy poszedł po wodę, Tomás minął korytarz i usłyszał śmiech z pokoju Leo.
Zajrzał niezauważony. Marina siedziała na podłodze z dużym zeszytem na kolanach.
Leo siedział obok niej, rysując coś z głębokim skupieniem.
Zapytała, co jest tym dużym w środku, a on odpowiedział, że to robot, który może chodzić i latać, choć on sam nie potrafi ani jednego, ani drugiego.
Marina odparła: „W takim razie sterujesz nim z fotela. On jest twoimi nogami — i twoimi skrzydłami.”
Leo spojrzał na nią z zaskoczeniem i podziwem. Tomás poczuł gulę w gardle i cicho się oddalił.
Tej nocy obiad był inny.
Marina przygotowała kurczaka z ryżem i deser, którego nauczyła ją babcia — chleb namoczony w mleku z cynamonem i cukrem.
Leo zjadł wszystko bez skargi, nawet poprosił o więcej deseru. Tomás wyglądał na zdumionego.
Marina wzruszyła ramionami, jakby to nic nie znaczyło — ale wszyscy troje wiedzieli, że to znaczy wszystko.
Po obiedzie Tomás siedział sam w salonie z kieliszkiem wina.
Marina myła naczynia; Leo był w swoim pokoju i oglądał film.
Tomás obserwował ją z daleka, kuchnia była częściowo oświetlona.
Zastanawiał się, kiedy ta kobieta, która była w jego domu zaledwie kilka dni, zdołała zrobić to, czego on nie udało się przez dwa lata.
Podszedł, by jej podziękować, powiedział, że jest zdziwiony, widząc Leo tak spokojnego.
Ona wytrze ręce i spojrzała na niego. „Nie wiem, czy to przez mnie.
Może po prostu był gotowy” — powiedziała. Tomás pokręcił głową. „To przez ciebie. Nie otwiera się przed byle kim.”
Marina spuściła wzrok, zawstydzona. „Dziękuję, Don Tomás” — powiedziała, a potem uśmiechnęła się.