Siedmioletni chłopiec na wózku inwalidzkim próbował powstrzymać łzy, g
On sam też był złamany, choć lepiej to ukrywał.
Wstawał wcześnie, zanurzał się w pracy w domowym biurze, a po południu siadał obok Leo w milczeniu.
Czasem czytał mu książki; innym razem oglądali razem kreskówki.
Ale wszystko to przypominało uwięzienie w filmie, którego nikt nie chciał oglądać.
Przychodziło i odchodziło kilka niań i gospodyń, ale żadna nie została na dłużej.
Niektóre nie mogły znieść smutku unoszącego się w powietrzu; inne po prostu nie wiedziały, jak poradzić sobie z chłopcem.
Jedna wytrzymała trzy dni i odeszła płacząc.
Inna nigdy nie wróciła po pierwszym tygodniu. Tomás ich nie obwiniał. Sam nieraz chciał uciec.
Pewnego ranka, sprawdzając e-maile w jadalni, usłyszał dzwonek do drzwi. To była nowa gosposia.
Poprosił Sandrę, swoją asystentkę, aby znalazła kogoś nowego — kogoś doświadczonego, ale miłego, nie tylko skutecznego.
Sandra powiedziała, że znalazła pracowitą kobietę, spokojną samotną matkę, taką, która nigdy nie sprawia kłopotów.
Nazywała się Marina.