Pan Allen zmarszczył brwi. — VoltTech? To duża korporacja.
Chcesz, żebym uwierzył, że nastolatka jak ty tam pracowała?
— M-mam tutaj odcinek wypłaty — zająkała się Maya, podając złożony papier.
Pan Allen zmarszczył brwi. — VoltTech? To duża korporacja.
Chcesz, żebym uwierzył, że nastolatka jak ty tam pracowała?
— M-mam tutaj odcinek wypłaty — zająkała się Maya, podając złożony papier.
Ale menedżer nie spojrzał. Skinął dwóm ochroniarzom.
— Proszę tu poczekać, aż to zweryfikujemy — powiedział, idąc w stronę swojego biura.
Kilka minut później Maya zobaczyła go przy telefonie, głos miał napięty.
Wtedy krew zamarzła jej w żyłach — do środka weszło dwóch policjantów.
— Proszę pani, otrzymaliśmy zgłoszenie o sfałszowanym czeku — powiedział jeden z funkcjonariuszy.
Głos Mayi drżał, gdy próbowała się tłumaczyć. Ludzie w holu patrzyli.
Jeden z przechodniów mruknął: — Ta biedna dziewczyna — podczas gdy inny szepnął: — Musiała coś zrobić źle.
Ręce Mayi drżały, gdy wysyłała wiadomość do matki: „Mamo, zadzwonili na mnie policję. W banku.”
Pięć minut później po marmurowej podłodze rozległ się dźwięk pewnych kroków na obcasach. Wszystkie głowy się odwróciły.
Do środka weszła kobieta w dopasowanym granatowym garniturze — spokojna, opanowana i wściekła.
— Przepraszam — powiedziała do funkcjonariuszy. — Jestem Vanessa Johnson, dyrektor generalna VoltTech Solutions. A to moja córka, którą oskarżacie o oszustwo.
W pomieszczeniu zapadła cisza. Pan Allen mrugnął, usta lekko otwarte. — Ty… jesteś… dyrektorem generalnym?
— Tak — odpowiedziała Vanessa spokojnie, wyciągając odznakę firmową i wizytówkę.