„To nie dla ciebie kupiliśmy samochód,” kontynuował ojciec. „Daliśmy go naszej córce. Aby była bezpieczna. Nie po to, żeby stał się kartą przetargową.”
Radu próbował się zaśmiać.
„Dajcie spokój, panie Ion, nie róbmy z tego tragedii…”
Ojciec zrobił krok do przodu.
„Tragedią jest, kiedy mężczyzna sam decyduje, co zrobić z cudzymi rzeczami. A jeszcze bardziej, kiedy decyduje o cudzym życiu.”
W pokoju słychać było tylko tykanie starego zegara na ścianie.
„Jutro,” powiedział ojciec, „samochód wraca do Clary. Jeśli nie, idziemy do notariusza. I pójdziemy dalej.”
Radu poczerwieniał.
„Nie trzeba przesadzać…”