Ale on już nie był taki sam.
Wciąż robił kawę.
Wciąż siedział.
Ale tym razem na nic nie czekał.
Nie oczekiwał telefonów.
Nie oczekiwał wdzięczności.
Nie oczekiwał, że ludzie się zmienią.
On już się zmienił.
Mijały dni.
A potem tygodnie.
Ludzie znowu zaczęli dzwonić.
Prosząc o pomoc.
O przysługi.
O czas.