— Nie zapraszałam ich i nie chcę ich widzieć! Jeśli przyjadą, Nowy Rok
— Nie mamy kominka — uśmiechnął się Anton.
— To zbudujemy! — roześmiała się i objęła go. — Uda nam się wszystko.
Zbudowali kominek. Anton znalazł fachowca, który pomógł zamontować prawdziwe palenisko na drewno w salonie. Kosztowało to niemało, ale kiedy w październiku po raz pierwszy rozpalili ogień, Lena siedziała na podłodze przed tańczącymi płomieniami i płakała ze szczęścia.
— To nasze miejsce — szeptała. — Nasze. Rozumiesz? Pierwsze, które naprawdę jest nasze.
Do grudnia dom był gotowy. Przytulny, ciepły, z nowymi oknami, wyremontowaną banią i drewutnią pełną brzozowych szczap. Lena kupiła piękne lniane zasłony, miękkie koce, wszędzie ustawiła świece w ozdobnych świecznikach. W kuchni pojawił się ogromny drewniany stół, który znaleźli na pchlim targu i odnowili razem.
— Ani razu tak naprawdę tu nie odpoczęliśmy — zauważył Anton podczas jednej z wizyt. — Tylko pracowaliśmy.

— Za to w Sylwestra — Lena przytuliła się do niego. — W Sylwestra przyjedziemy tu i będziemy tylko ty i ja. Śnieg, cisza, kominek. Szampan o północy na werandzie. Jak w filmie.
Mówiła o tym marzeniu na głos tak często, że Anton znał każde jej słowo. Jak będą witać świt pierwszego stycznia, zawinięci w koce. Jak będą przygotowywać śniadanie w nowej kuchni. Jak pójdą na spacer do lasu, gdzie śnieg pewnie będzie po kolana. Jak będą leżeć przy kominku z książkami i winem.
— Tak bardzo potrzebujemy tego odpoczynku — mówiła. — Harujemy jak woły przez cały rok. Ty na dwóch etatach, ja z tymi projektami. Kiedy ostatnio byliśmy tylko we dwoje? Naprawdę we dwoje, a nie w biegu, między obowiązkami?
I teraz to. Dwa dni przed wyjazdem.