Moja zamożna siostra niespodziewanie znalazła mnie śpiącą pod mostem —
Szłam, aż nogi odmówiły mi posłuszeństwa i znalazłam niski betonowy mur pod wiaduktem.
Nie było bezpiecznie, nie było sucho, ale było ukryte.
Położyłam walizkę pod siebie, opręłam się o mur i wsłuchałam w dźwięk kół rozpryskujących kałuże.
Ciało mnie bolało, ale nie tak mocno jak klatka piersiowa.
Wciąż słyszałam jego głos w głowie, sposób, w jaki mówił słowo „ciężar”, jakbym była jakimś obowiązkiem, jakby obtarte kolana, które całowałam, i posiłki, które opuszczałam, żeby on mógł jeść, nigdy nie miały miejsca.
Wiatr wiał mocniej. Wyciągnęłam cienki, wilgotny koc z walizki i owinęłam się nim, ale ciało drżało mimo wszystko — nie tylko z zimna, ale ze wstydu, z niedowierzania.