Czwartego dnia miałem już małą kolejkę.
Ludzie przychodzili nie tylko dla jedzenia, ale też dla rozmów. Zapamiętywałem imiona, pytałem o dzieci, opowiadałem suche żarty. Nauczyłem się, że dobroć, kiedy się ją swobodnie daje, wraca cicho, ale potężnie.
Mężczyzna o imieniu Tomas, który prowadził drukarnię na dole ulicy, zrobił mi prawdziwy szyld. Uczeń o imieniu Ezra pomógł mi założyć konto na Instagramie.