„Złapiemy go” – powiedział mi jeden z agentów. „I ją”.
Tej nocy, w białym salonie, z Călinem śpiącym obok mnie, poczułem, jak strach zaczyna topnieć. Powoli. Jak śnieg w marcu.
Nie zostaliśmy pokonani.
Rano policja oznajmiła mi: znaleźli Ediego. Nie zdążył uciec z miasta. W jego samochodzie znaleźli lekarstwa, rękawiczki, dokumenty przygotowane na nowe życie – bez nas.
Kiedy to usłyszałam, nie płakałam. Nie czułam triumfu. Tylko głęboki spokój.
Po raz pierwszy od dawna byłam bezpieczna.
Spojrzałam na Călina, który otworzył oczy i wyciągnął do mnie rękę.
„Mamo… wszystko w porządku?”
Przytuliłam go do piersi.
„Tak, kochanie. Wszystko w porządku. I od teraz… jesteśmy tylko we dwoje. I będzie lepiej, niż myślisz”.
W tym momencie, w salonie oświetlonym porannym słońcem, uświadomiłam sobie coś: nie przetrwałam tylko dlatego, że miałam szczęście. Przetrwałam, ponieważ w najciemniejszych chwilach postanowiłam się nie poddawać.
I ten wybór zmienił nasze życie na zawsze.