Mój mąż miał nowotwór w stadium terminalnym, więc zgodziłam się zostać matką zastępczą dla miliardera

Zaniemówiłam. „Co to dla mnie oznacza?”

„Teoretycznie dziecko należy do nich. Prawnie. Ale… jeśli rodzina męża się zgodzi, dziecko zostanie odebrane zaraz po narodzinach.”
„A jeśli się nie zgodzą?”
„Wtedy… dziecko trafi pod opiekę państwa.”

Poczułam, że się załamuję. Dziecko, które rosło we mnie, a jednak nie było „moje”. Istota, której nigdy nie widziałam, ale której los teraz splatał się z moim.

Wysiadłam z kawiarni drżąca. W autobusie podparłam ręką brzuch. Choć ledwie widoczny, czułam już lekkie ruchy. To było życie. Życie niewinne.

Tego wieczoru Daniel powiedział, że czuje się lepiej. Uśmiechał się. „Chyba leczenie zaczyna działać.”