– Mam cię dość od naszej pierwszej nocy poślubnej! Jesteś mi obrzydliw
Anton i Irina Władimirowna. Skradają się jak złodzieje, myśląc, że nikt ich nie widzi.
– Ciszej – szepcze kobieta. – A co jeśli się obudzi…
– Nie obudzi się – głos męża brzmiał ciężko, prawie z satysfakcją.
– Lekarze powiedzieli, że szanse są praktycznie zerowe.
W sali panowała cisza tak głęboka, że można było usłyszeć bzyczenie muchy.
Widziałałam nieruchome twarze gości, ich oczy rozszerzone ze strachu. Widziałam, jak kostki palców Antona pobielały, gdy zaciskał ręce na oparciu krzesła.
Na ekranie wydarzenia toczyły się dalej.
Mężczyzna przyciągnął Irinę do siebie i pocałował ją.
Chciwie, namiętnie, jakby zapomniał, gdzie się znajduje.
Tuż obok łóżka z ciałem żony, która jego zdaniem nigdy już się nie obudzi.
– Wszystko wyszło lepiej, niż mogliśmy oczekiwać – szeptał między pocałunkami.
– Teraz będziemy mogli być razem. Musimy tylko poczekać…
– Anton, poczekaj – Irina delikatnie odsunęła się od niego. – A jeśli twoja żona przeżyje?
– Nie przeżyje. W takiej sytuacji szanse są praktycznie zerowe.
Wszystko poszło dokładnie tak, jak powinno.
Wiesz, że zawsze wszystko planuję z wyprzedzeniem.