Córka miliardera miała tylko trzy miesiące życia — aż nowa pokojówka o

Richard przyjął ją z zmęczoną uprzejmością. Wyjaśnił zasady: dystans, szacunek, dyskrecja. Julia zaakceptowała je bez pytań.

Dostała pokój gościnny na końcu domu, gdzie postawiła swoją prostą walizkę jakby próbując nie zajmować miejsca.

Pierwsze dni były cichą obserwacją.

Julia sprzątała, organizowała, pomagała pielęgniarkom uzupełniać zapasy, odsłaniała zasłony, układała kwiaty w delikatnych kolorach, starannie składała koce.

Nie spieszyła się do Luny. Obserwowała z drzwi, rozumiejąc samotność, której nie da się wyleczyć miłymi słowami.

To, co uderzyło Julię najbardziej, nie była blada skóra Luny ani cienkie włosy powoli odrastające. Była to pustka.

Sposób, w jaki Luna wydawała się obecna i daleka jednocześnie. Julia rozpoznała to od razu.

To była ta sama pustka, którą czuła, gdy wracała do domu z pustymi ramionami.

Julia postanowiła być cierpliwa.