Cała wieś zaniemówiła, gdy jeden z mieszkańców wrócił do domu

— Mihai… co się stało z tą dziewczyną?

Odłożył łyżkę i głęboko westchnął.

— Mamo… kiedy byłem w mieście, pracowałem w fabryce. Pewnego dnia wybuchł tam pożar. Wielu uciekło, ale ona… została, by pomóc dziecku uwięzionemu pod belką. Udało jej się go uratować, ale płomienie poparzyły jej twarz.

Rodzice milczeli. Kobieta, która wszystkich przestraszyła, była prawdziwą bohaterką.

Kilka dni później matka Mihaia nieśmiało zapukała do drzwi pokoju.
— Kochana… czy mogę wejść?

Z wnętrza dobiegł łagodny głos: