Ale prawdziwy przełom nastąpił dopiero kilka dni później. ..

Minęło kilka minut. W końcu Panch poruszył się ostrożnie. Jedną ręką wciąż trzymał pluszową małpę, drugą dotknął sierści żywej samicy. Szybko cofnął dłoń. Potem dotknął ponownie. Tym razem na dłużej. Samica cicho zamruczała — głębokim, uspokajającym dźwiękiem. — To dobry znak — odetchnęła Klára. W kolejnych dniach między nimi zaczęło rodzić się coś kruchego. Samica kładła się coraz bliżej niego. Pewnego razu nawet delikatnie oczyściła mu okolice ucha.

Panch zesztywniał, ale nie uciekł. Trzymał pluszową mamę, lecz pozwolił jej na to. A potem nadszedł moment, którego nikt się nie spodziewał. Pewnego ranka Lukas podszedł do szyby wybiegu i zobaczył, że Panch nie śpi już przytulony do pluszowej małpy. Leżał skulony przy żywej samicy. Zabawka była odłożona nieco dalej. — Sophie miała rację — szepnął do siebie. — On wszystko rozumie. Tego dnia Panch po raz pierwszy jadł razem z innymi. Nie całkiem w centrum grupy, ale już nie w rogu. Gdy zbliżył się do niego młodszy samiec, samica stanęła między nimi. Nie groźnie. Opiekuńczo. Samiec alfa to zauważył. Napiął się. Wszyscy pracownicy wstrzymali oddech. Ale nic się nie stało. Napięcie powoli opadało. Panch uczył się nowych rzeczy — wspinać się wyżej, skakać dalej, reagować na sygnały stada.