Michael zaprowadził Emily do stonowanego, czarnego samochodu, dalekiego od lśniącego przepychu mercedesa Lindy. Tylne drzwi otworzyły się płynnie i dziewczyna niepewnie wsiadła do środka, przyciskając plecak do piersi niczym kotwicę. W ciszy drogi silnik cicho zawarczał, a wzrok Emily podążał za światłami miasta, które stopniowo gasły.
Nie minęło dużo czasu, zanim samochód zatrzymał się przed imponującym budynkiem w centrum Los Angeles. To nie było zwykłe biuro, ale miejsce, w którym Daniel Carter odcisnął swoje ostatnie piętno na świecie. Harrington pomógł jej wyjść i pewnym krokiem wprowadził ją do środka.
W biurze pachniało starym drewnem i skórą, a ściany były zawalone tomami prawniczymi. Na dyskretnie umieszczonej półce stało zdjęcie Daniela i Emily uśmiechniętych w letni dzień. Oczy dziewczyny znów napełniły się łzami, a Harrington lekko dotknął jej ramienia.