Radu zostawił telefon na biurku i zakrył oczy dłonią.
To nie było zwykłe współczucie.
To było coś głębszego.
Następnego ranka nie czekał, aż odejdzie. Szedł za nią z daleka, niezauważony. Ioana nie poszła na przystanek autobusowy, jak zwykle.
Szedł prawie dwadzieścia minut do starej dzielnicy z obdrapanymi blokami i schodami cuchnącymi wapnem i wilgocią.